
Zapach ciasta z truskawkami, smak kompotu z porzeczek i świeżość polskich śliwek to niewielka część tego, czym obdarza nas polska natura. Mimo to w Polsce spożywamy więcej cytrusów, bananów niż rodzimych owoców. Czy możemy to zmienić?
Polska od wielu lat jest eksporterem surowca. W latach dziewięćdziesiątych dostarczaliśmy „na wschód”, a od czasu wstąpienia do Unii Europejskiej sprzedajemy „na zachód”. Niestety nie zadbaliśmy o wzmocnienie wewnętrznej konsumpcji i budowanie marek produktów. Polskie owoce w okresie plonowania często przegrywają cenowo w koszyku zakupowym Polaków
z zagranicznymi konkurentami. Dzieje się tak, pomimo tego, że cena, którą otrzymuje rolnik jest kilkukrotnie niższa niż ta na rynku konsumenckim. Koszt logistyki oraz marże dystrybutorów powodują, że kilogram truskawek, za który rolnik otrzymuje 3 złote, konsument płaci 13 złotych.
Wiele krajów, w tym część z Unii Europejskiej ma mocno rozwinięte lokalne rynki przetwórcze. Lokalne sklepy, zakup bezpośrednio od rolnika czy samozbiory. Społeczności wiedzą, jak ważne dla zdrowia obywateli jest jedzenie rodzimych produktów. Ta równowaga i mocne relacje producentów z konsumentami spowodowały, że rynek rolny przetrwał wejście polskich owoców i warzyw. W Polsce takiej kultury nie wytworzyliśmy i stąd nasz ogromny lęk, przed nowymi dostawcami owoców i warzyw dla Europy. Strach jest tym większy, że w ostatnich 30 latach nie zbudowaliśmy marek produktów, które promowały by nasze owoce i warzywa. Te marki należą do zagranicznych koncernów, które teraz mają możliwość wybierania dostawców surowca. Na nasze nieszczęście będą coraz częściej wybierali surowiec z Ukrainy, a może też z Ameryki Południowej.

Zaoraliśmy nasze rolnictwo i nie mamy pomysłu na rozwiązania, które to zmienią. Model ciągłego dotowania spowodował, że ilość plantacji rodzimych owoców i warzyw mocno spadła, a polska wieś pustoszeje lub jak kto woli, wymiera. Osoby, które dziś są w gospodarstwach to w większości pokolenie seniorów i to oni w sposób emocjonalny uprawiają polską zdrową żywność. Czasu zostało coraz mniej, aby ocalić i wzmocnić to co zostało. Polacy potrafią się jednoczyć w trudnych sytuacjach, więc może i tu efekt trudnej sytuacji zadziała pozytywnie.
Stop marnowaniu! Samozbiory
Najważniejsza jest świadomość sytuacji, więc jeżeli zauważamy, że od dawna nie spotkaliśmy smaku agrestu, aronii czy śliwki, to zacznijmy szukać rozwiązania. Jednym z nich jest promocja
i udział w samozbiorach. Samozbiory pozwalają na budowanie relacji producenta
z konsumentem i na edukowanie producentów, tak, żeby stworzyli atrakcyjną ofertę dla konsumentów. Czy chcemy, żeby powtórzyła się sytuacja z 2023 roku? Czy stać nas na marnowanie owoców Polskiej Ziemi?
Weźmy sprawy w swoje ręce i działajmy!
Marcin Bańcerowski


